• Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
  • Łęcznianie
lecznianie
Wstęp

Drodzy Czytelnicy,

oddając do Waszych rąk trzeci tom „Łęcznian”, żywimy nadzieję że spotka się z życzliwym i ciepłym przyjęciem. Koncepcja tej pracy jest podobna jak dwóch poprzednich. Zachowany został układ alfabetyczny tomu, a biografie rodów, z małymi wyjątkami, obejmują okres od pierwszego do trzeciego ćwierćwiecza ubiegłego wieku. Tym razem przy doborze rodów kierowaliśmy się innymi prze-słankami niż poprzednio, starając się, aby biogramy zamieszczone w tym tomie w sposób znaczący uzupełniały zestaw wcześniej publikowanych. W trzeciej części znalazło się około 400 życiorysów osób pochodzących ze wszystkich warstw i grup naszej społeczności, począwszy od rodowodów miejscowej elity, poprzez życiorysy grup rzemieślniczych po rodowody chłopskie i górnicze. Całość została wzbogacona setkami fotografii i fotokopii różnego rodzaju dokumentów dotychczas nigdzie niepublikowanych.
    Ze względu na ograniczone ramy publikacji tom trzeci także nie wyczerpuje listy mieszkańców Łęcznej, których biogramy winny znaleźć się w tej swoistej trylogii. Czy projekt ten będzie kontynuowany? – dzisiaj trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Z drugiej strony wiem, że w zasobach prywatnych (różnie przechowywanych) ciągle znajduje się sporo cennych materiałów i zdjęć oraz nieznanych i ciekawych życiorysów godnych opublikowania, a tym samym ocalenia od zapomnienia.Większość materiałów do tego tomu została pozyskana w trakcie moich osobistych kontaktów w miejscach zamieszkania ankietowanych, ale spora część napłynęła – głównie od rodzin, które wyemigrowały z Łęcznej – drogą listową i mailową.
    W trakcie pracy spotykałem się z wielką życzliwością moich rozmówców. Odnowiłem wiele dawnych znajomości i nawiązałem dziesiątki nowych kontaktów z łęcznianami rozsianymi po różnych zakątkach kraju i świata. Niemal wszyscy, do których dotarłem, służyli swoją wiedzą i materiałami. Pomimo że los rzucił ich w różne strony, nadal ciepło wspominają swoje miasteczko. Za to ciepło, przychylność i wyczuwalną serdeczność pragnę gorąco podziękować.
    Słowa podziękowań, już literalnie, kieruję pod adresem Pań: Weroniki Anny Matysek i Joanny Przystupy z Łęcznej, Małgorzaty Bartyny z Lublina, Janiny Kowalskiej i Marii Boczkowskiej z Warszawy, Krystyny Mickoś z Trzcianki, oraz Panów: Jacka Mostowca z Sopotu i Tomasza Chorążego z Hamburga – za okazaną daleko idącą pomoc.
    Serdecznie dziękuję Pani Ninie Korbie za niestrudzone zaangażowanie przy zbieraniu materiałów dotyczących łęczyńskich nauczycieli.
    Wyrażam wdzięczność Panu prof. dr. hab. Januszowi Łosowskiemu z Instytutu Historii UMCS w Lublinie za wsparcie merytoryczne i duchowe oraz cenne uwagi w trakcie powstawania  publikacji.
    Szczególne podziękowania kieruję pod adresem Pana Pawła Brodzisza, z którym od początku współpracuję przy tym przedsięwzięciu.
    Ciepłe słowa kieruję w stronę naszego Wydawcy, dzięki któremu trzeci tom „Łęcznian” trafia do rąk czytelników.

Eugeniusz Misiewicz

 


 

Janusz Łosowski

 

    Trzeci tom biografii mieszkańców Łęcznej i jego wartość informacyjna

    Po wydaniu cztery lata temu, w roku 2008, pierwszego tomu życiorysów mieszkańców Łęcznej wydawało się, że będzie on jedyny, bo na inne zabraknie wiarygodnych informacji biograficznych oraz fotografii, które w istotny sposób wzbogaciły sporządzone teksty poświęcone poszczególnym osobom. Jednak szczęśliwie okazało się, że dzięki wytężonej pracy grona entuzjastów tego przedsięwzięcia na czele z dyrektorem łęczyńskiego Centrum Kultury mgr. Eugeniuszem Misiewiczem, pomysłodawcą, animatorem i głównym wykonawcą całego przedsięwzięcia, udało się zebrać materiały do drugiego tomu, który ukazał się drukiem w roku następnym (2009). Obecnie czytelnicy otrzymują już trzeci tom, dzięki czemu jednorazowe przedsięwzięcie zyskało kontynuację.
    Książka ta, wzorem poprzednich, składa się z krótkich biogramów osób reprezentujących poszczególne rodziny, uzupełnionych o dane dotyczące ich rodziców oraz dzieci. Zostały one wzbogacone fotografiami i reprodukcjami dokumentów, ilustrującymi ważniejsze fakty w ich życiu. Nowy tom posiada wszystkie zalety poprzednich, a więc przynosi uporządkowane bogactwo faktów biograficznych, dużą ilość fotografii poszczególnych osób pochodzącą z różnych okresów oraz sporą ilość reprodukowanych dokumentów, które dodają publikacji walorów dokumentacyjnych.
    Uzyskanie danych o charakterze biograficznym stało się możliwe dzięki udzieleniu autorowi publikacji potrzebnych informacji oraz udostępnieniu posiadanej dokumentacji przez ankietowanych. Informacje przekazywano w trakcie bezpośrednich rozmów i wywiadów, w czasie których okazywano zachowane w zbiorach rodzinnych fotografie, zaświadczenia, pisma, świadectwa, dyplomy, czy też drogą internetową, szczególnie przy powstawaniu biogramów rodów, których potomkowie wyemigrowali z Łęcznej, jak np. rodzina Chorążych czy Wołoszczuków. Ich gromadzenie i przechowywanie zasługuje na odrębną analizę, która w sposób pogłębiony ukazałaby przyczyny tego interesującego zjawiska. Można przypuszczać, że główną rolę odgrywało tutaj dążenie do kształtowania i zachowania tradycji rodzinnych, jednak przypuszczenie to musi zostać zweryfikowane w toku odrębnych badań. Duża ilość zebranych informacji odzwierciedla bogactwo odnalezionych i zachowanych materiałów. Warto pod-kreślić ten fakt, ponieważ świadczy on o przywiązywaniu przez znaczącą część łęcznian dużej wagi do dokumentacji odziedziczonej po przodkach, co nie tylko charakteryzuje mieszkańców tego miasta, ale stanowi cechę wyróżniającą Polaków.
    Na zalety zebranych materiałów już wskazałem w przedmowach do wcześniejszych tomów, a powtarzanie zamieszczonych tam opinii nie byłoby uzasadnione. Dla potwierdzenia generalnie wysokiej oceny zebranych materiałów podam jeden fakt. W trakcie przygotowywania artykułu o albumie fotografii 2 Eskadry Wywiadowczej, należącym do Feliksa Przystupy, podoficera tej formacji, który po jego śmierci przechowywali członkowie rodziny, miałem okazję zweryfikowania danych o osobie właściciela zawartych w pierwszym tomie na podstawie dokumentacji znajdującej się obecnie w lubelskim Archiwum Państwowym. W jej wyniku okazało się, że materiały archiwalne w pełni potwierdziły wiarygodność danych dotyczących właściciela albumu zamieszczonych w opisywanym tomie. Dzięki kwerendzie archiwalnej uzyskałem więcej informacji o działalności F. Przystupy na stanowisku wójta, głównie dzięki zachowanym materiałom policyjnym i administracyjnym. Natomiast zupełnie nie mogłem zweryfikować informacji dotyczących dalszych jego losów oraz sytuacji rodzinnej. Tego rodzaju danych dostarczał jedynie wspomniany biogram. Z tego małego eksperymentu wypływa prosty wniosek, że w przyszłości historycy miasta, jeśli będą zainteresowani szczegółowymi informacjami biograficznymi, będą musieli sięgnąć do „Łęcznian”, których żadne źródło czy opracowanie nie zastąpi.
    Sporą wartość posiadają także znajdujące się w trzech tomach fotografie oraz reprodukcje dokumentów. Oryginały w dalszym ciągu posiadają prywatne osoby, co powoduje, że nie tylko są one bardzo rozproszone, ale i praktycznie niedostępne dla badaczy, gdyż nie ma informacji o miejscu ich przechowywania. W przypadku ich zniszczenia lub zagubienia mogą zostać utracone bezpowrotnie, dlatego ich zamieszczenie w publikacjach tej serii nie tylko zapewnia ich fizyczne przetrwanie, ale również dostępność szerokiemu kręgowi osób zainteresowanych ich wartością informacyjną lub dokumentalną.
    W tym miejscu zwrócę uwagę czytelników na najbardziej wartościowe informacje zawarte w biogramach oraz wskażę na godne szczególnej uwagi reprodukcje fotografii czy też dokumentów. Będzie to oczywiście wybór subiektywny, podyktowany moimi kwalifikacjami naukowymi oraz zainteresowaniami badawczymi. Zastrzegam też, że jego ramy muszą być ograniczone, gdyż przedmowa nie może być zbyt długa, aby nie przysłaniała czytelnikowi zawartości książki. 


Przedwojenne elity miasta
    Historyków badających społeczności małych miast bardzo interesuje odpowiedź na pytanie o kryteria wyznaczające przynależność do miejscowej elity, pojmowanej jako grupa ludzi posiadających największy wpływ na miejscowe życie polityczne, gospodarcze czy kulturalne, czyli faktycznie kierujących lokalną wspólnotą. Również liczebności tej grupy nie da się do końca precyzyjnie ustalić, ale można przynajmniej wytypować hipotetyczny krąg osób, które do niej należały. W praktyce będą to osoby sprawujące w mieście różnego rodzaju funkcje kierownicze, mogące poszczycić się pewnymi osiągnięciami i z tego powodu cieszące się uznaniem społecznym. 
    Najbardziej reprezentatywną postacią łęczyńskiej elity władzy był pierwszy burmistrz Łęcznej Wacław Kopiński (1881-1933). Urodził się w Kopinie w po-wiecie parczewskim, w rodzinie powstańca styczniowego, który był administratorem majątku ks. Czetwertyńskiego. Przyszły burmistrz Łęcznej przed pierwszą wojną światową pełnił różne funkcje w administracji gminnej w po-wiatach węgrowskim, łukowskim i radzyńskim. W roku 1915 ewakuował się w głąb Rosji. Po powrocie do kraju osiedlił się w Łęcznej, skąd pochodziła jego żona Jadwiga Lecewiczówna. Gdy obejmował funkcję burmistrza, miasto nie miało bruków i kanalizacji. Po kilku latach jego konsekwentnych starań udało się wybrukować najważniejsze ulice i część rynku, wybudować nowy gmach siedmioklasowej szkoły oraz wznieść most na Wieprzu. Aktywnie działał w różnych organizacjach społecznych. Po odejściu z magistratu kierował miejscową Spółdzielnią Mleczarską. Mieszkał w okazałym drewnianym domu z trzema gankami i tarasem. Jego biogram wzbogacają liczne fotografie rodzinne, zdjęcia urzędników oraz cenna reprodukcja jego dowodu osobistego.  
    Do elity władzy w mieście niewątpliwie należeli Piotr Rybczyński i jego syn Franciszek. Piotr Rybczyński (1858-1933) posiadał gospodarstwo rolne, mieszkał w dużym domu zajezdnym, brał udział w życiu politycznym, kierując miejscowym kołem Stronnictwa Narodowego, i był członkiem Rady Miejskiej pierwszej kadencji. Franciszek Rybczyński (1890-1967) odziedziczył po ojcu zainteresowanie polityką i również przejawiał aktywność społeczną. Pełnił funkcję komendanta POW, kierował kołem SN, działał w miejscowej Spółdzielni Spożywców „Ogniwo”, a także był członkiem Straży Ogniowej, użyczając swojego zaprzęgu konnego do przeprowadzania akcji gaśniczych.        
    Do miejscowej elity władzy miasteczka z okresu międzywojennego z pewnością można zaliczyć Jan Kamińskiego, komendanta miejscowego posterunku policji. Ze sporządzanymi przez niego meldunkami przesyłanymi powiatowemu komendantowi policji w Lubartowie czytelnicy zainteresowani dziejami Łęcznej mogą zapoznać się przeglądając zeszyty „Merkuriusza Łęczyńskiego” z roku 2011 i 2012. Z zamieszczonego w tym tomie biogramu wiadomo, że był doświadczonym funkcjonariuszem, służącym w policji niemal od początku jej istnienia, ale do Łęcznej przybył w roku 1933, a więc po kilkunastu latach służby w policji. W pierwszym roku swojej pracy w Łęcznej jeszcze słabo znał teren, w którym przyszło mu pracować. Zachowane akta policyjne zupełnie nie dają możliwości poznania jego sytuacji rodzinnej i dalszych losów.
    Chcąc dowiedzieć się czegoś na ten temat, musimy sięgnąć do biogramu, który opisuje jego losy, w sumie skomplikowane i tragiczne. We wrześniu 1939 r. po aresztowaniu przez Czerwoną Milicję w Łęcznej cudem uniknął wywiezienia w głąb Związku Sowieckiego i niechybnej śmierci od strzału w tył głowy. Uratowało go wstawiennictwo jednego z mieszkańców, który w niewiadomy sposób przekonał milicjantów, że Kamińskiego powinni wypuścić. Powróciwszy do rodzinnego Książa Wielkiego koło Michowa na początku okupacji niemieckiej dwa razy jako zakładnik stawał przed niemieckim plutonem egzekucyjnym. Te ciężkie przeżycia odbiły się na jego zdrowiu i przyczyniły do przedwczesnej śmierci w roku 1942.

Wojenne życiorysy
    Skomplikowane żołnierskie biografie, obecne w poszczególnych tomach serii, obrazuje tekst poświęcony Kazimierzowi Wołoszczukowi (1899-1964), legioniście, pochodzącemu z powiatu kosowskiego w województwie stanisławowskim. Walczył on w II Brygadzie Legionów, a po kryzysie przysięgowym został wcielony do armii austriackiej. W okresie II Rzeczypospolitej kontynuował służbę wojskową i uzyskał przydział do żandarmerii. W roku 1928, po ukończeniu Szkoły Podchorążych w Bydgoszczy, uzyskał szlify oficerskie. Przed wojną w stopniu kapitana służył w 3 Dywizjonie Żandarmerii w Lidzie. Walczył w kampanii wrześniowej, biorąc udział w jej ostatniej fazie w bitwie pod Kockiem. Po kapitulacji oddziałów polskich dostał się do niewoli, z której uciekł i udał się do Lublina. Tam też spotkał się z żoną i córkami, które uciekły z Lidy znajdującej się w sowieckiej strefie okupacyjnej.
    W roku 1940 przeprowadził się z rodziną do Łęcznej, gdzie mieszkali już jego teściowie i tam znalazł posadę kasjera. Uczestniczył też w pracy konspiracyjnej, choć bliższych szczegółów dotyczących tej działalności nie udało się ustalić. W sierpniu 1944 r. rozpoczął służbę wojskową w II Armii WP, ale już w listopadzie został aresztowany i po pobycie w obozie w Skrobowie zesłany do obozu w Stalinogorsku (obecnie Nowomoskowsk). Później więziono go w moskiewskich Butyrkach, Magnitogorsku (w obwodzie czelabińskim na Uralu) i Tawdzie (w obwodzie swierdłowskim, również na Uralu). Z tego ostatniego obozu został zwolniony w roku 1951 w bardzo złym stanie fizycznym, wyniszczony ciężką pracą, głodem i chorobami. Mógł wrócić tylko do Dunajowiec w obwodzie kamienieckim na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, gdzie przez trzy lata starał się o ekspatriację do Polski. Do kraju udało mu się powrócić po wielu staraniach dopiero trzy lata później. W Łęcznej pracował w Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”, ale nie dożył do emerytury. Zmarł w roku 1964. W roku 1999 Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łęczyńskiej uczciło jego służbę dla Polski mszą świętą i wystawieniem na jego grobie nowej tablicy.
    Niemal siedmioletni pobyt w sowieckich obozach pracy okazał się fatalny
w skutkach nie tylko dla niego. Ucierpiały też bardzo jego córki, które mając ojca uważanego przez ówczesne władze za wroga ludu, nie mogły liczyć na normalne traktowanie i musiały wycierpieć swoje. Starsza córka, Teresa, została usunięta ze studiów ekonomicznych w Uniwersytecie Warszawskim i swoje wykształcenie musiała uzupełniać na kursach. Młodsza córka Kazimierza Alina po zdaniu egzaminu maturalnego w roku 1952 trzy razy nie została przyjęta na studia, mimo pomyślnego zdania egzaminu wstępnego. Tak wyglądała równość obywateli
w stalinowskiej Polsce.     
    W biogramie zamieszczono też interesujące informacje o żonie Kazimierza Wołoszczuka Janinie z domu Ziemińskiej, która w czasie uwięzienia męża musiała sama zarabiać na utrzymanie córek. Pracowała w skupie owoców należącym do miejscowej Spółdzielni Ogrodniczej i doczekała się powrotu męża. Obok tekstu zamieszczono reprodukcję fotografii, wykonanej w latach sześćdziesiątych, przedstawiającej ją w gronie rodzinnym na tle drewnianych skrzynek na owoce. Wśród uwiecznionych na tym zdjęciu wyróżnia się postać wojskowego w mundurze, którym był brat stryjeczny Janiny, generał brygady Wiktor Ziemiński (1907-1970).
    Był on ciekawą postacią ówczesnej peerelowskiej generalicji. Pochodził
z chłopskiej rodziny z powiatu krasnostawskiego, po służbie wojskowej w latach 1928-1930 pozostał w wojsku jako zawodowy podoficer. W roku 1938 po ukończeniu szkoły podchorążych został oficerem. Tuż przed wojną jako porucznik służył w słynnym lwowskim 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich, stacjonującym na Łyczakowie, i podjął studia prawnicze w Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Z jednostką tą walczył w kampanii wrześniowej nad Bzurą, pod Wartkowicami i Łęczycą. Po przebiciu się do Warszawy brał udział w obronie stolicy i po jej kapitulacji dostał się do niewoli niemieckiej. Wojnę przebył w obozach jenieckich (oflagach) dla oficerów. W lutym 1945 roku podczas wyzwalania obozu w Woldenbergu (Dobiegniewie) został rany w rękę, w wyniku czego musiano ją amputować. Po wyzdrowieniu powrócił do kraju, wstąpił do wojska i służył w kwatermistrzostwie. Będąc członkiem PPR, a później PZPR awansował, dosłużył się stopnia generała brygady i zajmował wysokie stanowisko głównego kwatermistrza WP, które pełnił niemal aż do śmierci w roku 1970. Pozostawił po sobie wspomnienia „Wrzesień, oflag, wyzwolenie”, które ukazały się drukiem w roku 1962.    
    Zupełnie inaczej potoczyły się losy jednego z uczestników walki o most na Wieprzu we wrześniu 1939 roku, Tadeusza Chorążego, syna właścicielki łęczyńskiego składu aptecznego Antoniny Chorąży. Udało mu się ewakuować przed Niemcami na wschód. Jego dalsze przeżycia mogłyby stanowić dobry materiał do filmu sensacyjnego. Nie był komunistą ani rodowitym mieszkańcem ziem włączonych do Związku Sowieckiego, więc został zesłany do pracy w ko-palni węgla w Zagłębiu Donieckim. Po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej wcielono go do Armii Czerwonej. W walkach pod Rostowem w roku 1941 został ciężko ranny. Po wyleczeniu ponownie trafił na front i ponownie odniósł ciężką ranę w czasie walk nad Donem. Wyleczony w polowym szpitalu znów walczył na Kubaniu, Kaukazie i Zaporożu.
    W październiku 1943 r. walcząc w brygadzie szturmowej, której zadaniem było zdobywanie najlepiej umocnionych punktów oporu, został ciężko ranny po raz trzeci w czasie walk o Melitopol. Stało się to w ramach operacji, która miała na celu opanowanie północnego Krymu i odcięcie wojsk niemieckich stacjonujących na tym półwyspie od reszty sił niemieckich. Po leczeniu w Erewanie został przeszkolony na pomocnika felczera, służył w jednostkach sanitarnych. W 1945 r. został zwolniony ze służby w armii sowieckiej i powrócił do Polski. Przejściowo mieszkał w różnych miastach, ale ostatecznie osiadł w Kołobrzegu i tam zmarł. Łęczną udało mu się tylko kilka razy odwiedzić.
    Obok informacji o innych członkach jego rodziny na uwagę zasługują reprodukcje zdjęć składu aptecznego z okresu międzywojennego, prowadzonego przez matkę Tadeusza Antoninę Chorąży, szpitala w Erewanie, uczestników kursu medycznego w Armenii oraz zaświadczenia z roku 1944 wystawionego mu przez Rejonowy Komisariat Wojenny w Dubnie, należącym wtedy po obwodu równieńskiego.        

Szczegóły z okresu okupacji i wojny
    Prezentowany tom zawiera także interesujące szczegóły z życia miasta w okresie okupacji niemieckiej. Na uwagę zasługuje opis uwolnienia z więzienia na zamku Jerzego Testewicza, który jako weterynarz dostał nakaz pracy w Łęcznej w roku 1940, będąc już członkiem konspiracji. Aresztowany w lecie 1941 r. przeszedł okrutne śledztwo w lubelskiej katowni „Pod Zegarem”. Po jego zakończeniu w więzieniu na zamku oczekiwał na transport do Auschwitz, ale szczęśliwym trafem udało mu się wyleczyć chorego psa, należącego do żony komendanta więzienia. Dzięki temu został przydzielony do pracy w stajni zamkowej, a w roku 1942 zwolniony z więzienia. Powrócił do Łęcznej i szczęśliwie udało mu się doczekać końca okupacji.
    Słynny epizod z kampanii wrześniowej, jakim był atak oddziału WP, wspieranego przez kilkudziesięcioosobową grupę ochotników z Łęcznej, na most na Wieprzu zajęty przez żołnierzy niemieckich 19 IX 1939 r., dla kilku łęcznian skończył się wyrokiem śmierci, gdyż zostali uznani za dywersantów. Z biogramów zamieszczonych w tym tomie wynika, że o udział w tym starciu oskarżono kilkunastu łęcznian, których później poddano śledztwu i więziono na zamku. Należał do nich Leon Wasilewicz, o czym wspominał w swojej relacji Zdzisław Więczkowski, także aresztowany przez Niemców, choć nieuczestniczący w tej walce. Informację tę można znaleźć w poświęconym mu biogramie.
    We wspomnianym starciu uczestniczył natomiast członek „Strzelca” Zygmunt Więczkowski, który został aresztowany, przeżył śledztwo z torturami oraz półtoraroczne więzienie. Szczęśliwie niemieckim oskarżycielom nie udało się zebrać przeciwko niemu przekonujących dowodów i wyszedł na wolność.

Fotografie żołnierzy i sprzętu  
    Bardzo interesujące, tak jak i w poprzednich tomach, są materiały fotograficzne odnoszące się do spraw militarnych. Na uwagę zasługuje reprodukcja zaświadczenia ukończenia kursów samochodowych w Równem przez Stefana Niewęgłowskiego oraz dwie fotografie pochodzące z jego zbiorów rodzinnych. Jedna przedstawia go z dwoma kolegami z kraśnickiego 24 Pułku Ułanów tuż po internowaniu na Węgrzech w październiku 1939 r. Warto wyjaśnić, że pułk ten wchodził w skład słynnej 10 Brygady Kawalerii, dowodzonej przez płk. dypl. Stanisława Maczka, będącej jedyną jednostką zmotoryzowaną i w pełni przygotowaną do działań wojennych. W jej składzie pułk skutecznie walczył z od-działami niemieckimi aż do 19 września, ponosząc duże straty. Dla uniknięcia niewoli pozostali przy życiu żołnierze pułku przekroczyli razem z resztą brygady granicę węgierską i zostali internowani. Drugie zdjęcie, jeszcze bardziej interesujące, obrazuje możliwości jezdne polskiej tankietki TK-3, wjeżdżającej po stromym podjeździe na rampę. Pochodzi ono z okresu służby wojskowej S. Niewęgłowskiego we Lwowie w latach trzydziestych.
    Pamiątkę służby wojskowej Bolesława Rybczyńskiego stanowi fotografia przedstawiająca trzynastu elewów szkoły podoficerskiej 8 pp Legionów, stacjonującego w Lublinie w koszarach przy al. Kraśnickiej. Pułk ten doczekał się solidnej monografii naukowej, opracowanej przez jednego z jego oficerów – Romana Żelewskiego, więc omawiana fotografia stanowi uzupełnienie zamieszczonego w niej materiału dokumentacyjnego. 
    Często wykonywane fotografie w pojazdach mechanicznych, prezentowane również we wcześniejszych tomach, reprezentuje zdjęcie dzieci, Alka i Romana Pawłowskich, z przejęciem dosiadających ostatniego krzyku techniki początków lat pięćdziesiątych, motocykla produkcji sowieckiej marki IŻ 49. Pojazd ten w rzeczywistości był kopią niemieckiego DKW, więc dla wtajemniczonych bardziej symbolizował osiągnięcia niemieckiej myśli technicznej niż jego faktycznego producenta. Na innej fotografii można ujrzeć już dorosłego Aleksandra w roli kierowcy ciężarowego stara polskiej produkcji. Jak widać, jego młodzieńcze uwielbienie dla techniki nie minęło w starszych latach, o czym świadczy praca kierowcy samochodów ciężarowych, a następnie osobowych.

Przedstawiciele nowych elit

    Niektóre życiorysy sygnalizują istotne procesy społeczne, które zaszły w okresie PRL. Jednym z nich było pojawienie się, wraz z uprzemysłowieniem miasta i okolic, nowych grup społecznych, kadry inżynierskiej oraz robotników przemysłowych, nieznanych przed wojną. Przedstawicielem kadry inżynierskiej jest Jan Kozłowski, urodzony na Kresach, a po wojnie mieszkający z rodzicami w Kętrzynie, absolwent fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Niemal od początku związał się z nowo powstałym łęczyńskim Oddziałem Terenowym Zakładu Doświadczalnego Instytutu Technologii Elektronowej PAN „ELPAN”, który później został podporządkowany Fabryce Półprzewodników TEWA. Powstał on w roku 1969 i produkował oporniki NTC o ujemnym współczynniku temperaturowym dla warszawskich Zakładów Radiowych im. M. Kasprzaka, wytwarzających radioodbiorniki, magnetofony, a później nawet i magnetowidy. Łęczyński zakład przechodził różne koleje. W ostatniej fazie swojego istnienia funkcjonował pod nazwą Zakładu Produkcji Termistorów i zatrudniał około 270 pracowników. W okresie transformacji ustrojowej, z powodu braku zamówień zakład podupadł i w roku 1996 został zlikwidowany.
    Jan Kozłowski, pracując w tym zakładzie, przechodził wszystkie koleje jego losu, od prosperity, przez stagnację i stopniowy upadek. Po jego likwidacji przeszedł do pracy w kopalni węgla w Bogdance, gdzie pracował aż do emerytury w roku 2009. Jego synowie studiowali w Warszawie i tam osiedli po ukończeniu studiów. Po transformacji ustrojowej i w okresie liberalizacji gospodarki Łęczna nie mogła przyciągnąć absolwentów studiów technicznych, gdyż nie mogli znaleźć w niej atrakcyjnej pracy. Opuszczali więc miasto i poszukiwali jej w naj-większych aglomeracjach.

Obraz środowiska nauczycielskiego
    Historycy przejawiają szczególne zainteresowanie dziejami oświaty, gdyż w trakcie nauki szkolnej nie tylko przekazuje się młodzieży wiedzę i kwalifikacje, ale kształtuje się jej intelekt, emocje oraz wolę. Odgrywa więc ona podstawową rolę kulturotwórczą, szczególnie w małych miastach, takich jak Łęczna, oraz na wsi. Zakres tej funkcji staje się przedmiotem specjalistycznych badań, a w nich ważną rolę odgrywają wszelkie analizy dotyczące nauczycieli. W ich trakcie wykorzystuje się wszelkie dostępne informacje o pedagogach pracujących w szkołach.
    W opisywanym tomie znalazły się szczegółowe biogramy zasłużonych nauczycieli szkół łęczyńskich, w tym Heleny Czerwińskiej, cenionej i szanowanej nauczycielki przedmiotów ścisłych, Emilii Bandurskiej, ekonomistki związanej z Technikum Ekonomicznym, a potem Zespołem Szkół Budowlanych, czy rusycystki Zofii Niewęgłowskiej, pracującej w Technikum Ekonomicznym, Zasadniczej Szkole Zawodowej oraz Zespole Szkół nr 1.
    Szczególnie cenny jest biogram innej znanej rusycystki Marii Tkaczyk, uczącej w Szkole Podstawowej im. Bolesława Chrobrego oraz w Technikum Ekonomicznym, ujawniający różne pola jej pedagogicznej, politycznej i społecznej aktywności, które łączyła odnosząc sukcesy na każdym z nich. Analiza jej życio-rysu ułatwia odpowiedź na pytanie, kim byli członkowie elity kulturalnej miasta. Na pewno należeli do niej nauczyciele wyróżniający się osiągnięciami i zyskujący społeczne uznanie. Takim właśnie pedagogiem była wymieniona nauczycielka łęczyńska.
    Owdowiała w czasie okupacji, gdyż jej mąż Jarosław, kierownik szkoły w pobliskim Ludwinie, w której także ona pracowała w czasie okupacji, zginął tragicznie w roku 1943. Po okupacji przeniosła się do Łęcznej, gdzie rozpoczęła kolejny etap swojej pracy pedagogicznej. Rzuciła się w wir pracy społecznej i przez długie lata prowadziła z sukcesem młodzieżowy zespół taneczny, a w latach późniejszych zespół śpiewaczy „Łęczynki”, dla którego układała teksty piosenek.
    M. Tkaczyk w latach pięćdziesiątych zaangażowała się w działalność polityczną i została członkiem Miejskiej Rady Narodowej, w której kierowała Komisją Kultury i Oświaty przez siedem kolejnych kadencji. Potem sprawowała podobną funkcję w lubelskiej Powiatowej Radzie Narodowej. Aktywnie działała też w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. W ramach działalności społecznej uczestniczyła w utworzeniu Klubu Rolnika, przedszkola, a także Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury. Na emeryturze nie przerwała pracy społecznej, przewodnicząc Klubowi Seniora działającemu przy Osiedlowym Domu Kultury łęczyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Górnicy jako nowa grupa społeczna w mieście

    We wcześniejszych dwóch tomach eksponowano rodziny dawnej, przedindustrialnej Łęcznej, co było zrozumiałe, gdyż tworzyły one trzon społeczności miejskiej. W tym tomie pojawiają się już życiorysy ludzi, którzy pochodzili z innych powiatów czy też regionów kraju, ale przyjechali do Łęcznej i związali swój los z kopalnią węgla w pobliskiej Bogdance. Najciekawsza badawczo dla historyków i socjologów jest podgrupa napływowa w społeczności górniczej. Należą do niej osoby, które swoją karierę zawodową zaczęły w innych, starszych kopalniach, a następnie zostały skierowane do pracy w Bogdance.
    Dobrym przykładem jest tu Stanisław Walas, pochodzący z dawnego (sprzed 1975 r.) województwa kieleckiego. Początkowo pracował w kopalni węgla brunatnego w Lubinie, następnie w Przedsiębiorstwie Robót Górniczych w Mysłowicach, skąd został skierowany do kopalni w Bogdance. Pracował przy drążeniu dwóch pierwszych szybów, można go więc traktować jako pioniera budowy kopalni. W swojej relacji wskazał na główną przeszkodę, którą musieli przezwyciężyć budowniczowie kopalni. Była nią tak zwana kurzawka, czyli luźny osad o konsystencji galarety, zazwyczaj zawierający wodę, bardzo utrudniający drążenie szybów. To właśnie kurzawka bardzo utrudniła ostatnio prace przy kolejnym odcinku warszawskiego metra. W Bogdance górnicy musieli radzić sobie z nią od samego początku budowy kopalni. Na początku czerwca 1978 roku udało im się w końcu przezwyciężyć przeszkody i na głębokości ponad 800 metrów dotarli do pokładów węgla. Był to wielki sukces, gdyż udowodnili, że eksploatacja czarnego złota będzie w Bogdance możliwa.
    W dniu święta państwowego 22 lipca 1978 roku Walas mógł wręczyć wizytującemu kopalnię pierwszemu sekretarzowi KC PZPR E. Gierkowi pierwsze bryłki wydobytego surowca. Jedno ze zdjęć zamieszczonych w tym tomie dokumentuje spotkanie załogi kopalni z partyjnym przywódcą. Nagrodą dla górnika za ten sukces były pięciopokojowe mieszkanie na nowym łęczyńskim osiedlu oraz talon na zakup małego fiata 126p, niedostępnego w wolnej sprzedaży. Dopiero wtedy mógł on sprowadzić do miasta swoją rodzinę, gdyż wcześniej, mieszkając w hotelu robotniczym, nie miał na to warunków. I tak rozpoczął się łęczyński, najważniejszy okres w życiu jego rodziny      
    Teksty poświęcone tym osobom nie koncentrują się tylko na przedstawieniu ich osiągnięć zawodowych, ale ukazują też zainteresowania pozazawodowe czy różne formy aktywności społecznej. Obrazuje to m.in. biogram W. Małyszka, który poza pracą zawodową interesował się brydżem sportowym i fotografią. Wykonując przez wiele lat zdjęcia miasta i kopalni zebrał wartościowe archiwum fotograficzne, stając się dokumentalistą dziejów nowej, górniczej Łęcznej.  

Lokalny koloryt społeczny
    W książce nie zabrakło cennych informacji o osobach, które oryginalnym sposobem zarobkowania czy zachowania, nienaruszającym przyjętych norm, ale daleko odbiegającym od tradycyjnie przyjętych zwyczajów, wzbogacały koloryt miasteczka. Trudno znaleźć dla nich właściwe określenie. Czy byli artystami, twórcami ludowymi, czy też fanatykami prymitywnej, choć specyficznej sztuki użytkowej, dla której widzów lub amatorów starali się znaleźć w mieście i jego rozległych okolicach? Na to pytanie trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź.   
    Biogram zamieszczony w tym tomie przypomina sylwetkę ludowego szopkarza Bronisława Muszyńskiego (1860-1942), który w czasie kolędy prezentował wszystkim chętnym swoją szopkę złożoną z 30 kukiełek, poruszanych przez niego samego oraz kilku członków jego zespołu i przez to tworzących specyficzny i oryginalny parateatralny spektakl. Użyczali oni swego głosu postaciom, które symbolizowały figurki, recytując teksty, śpiewając piosenki, do których tekst i melodie układał sam Muszyński, oraz grając na harmonii. Figurki, zaprojektowane i wykonane przez właściciela szopki z błyszczących materiałów, nawiązywały do jasełek i przedstawiały Dzieciątko Jezus, pasterzy, króla Heroda, Szatana i Śmierć z kosą. Ponadto w szopce pokazywano także figurki Żyda, filozofa w okularach, Niemca we fraku z charaktery-stycznym warkoczem, kozaka w baraniej czapie, ułana z szablą, grabarza z łopatą, kominiarza z drabiną na plecach i strażaka oraz Krakowiaków i górali.
    Muszyński, który wyróżniał się charakterystycznym wyglądem, niskim wzrostem, barczystą sylwetką, długimi włosami i sumiastymi wąsami, wy-stępował ze swoją szopką przez cały okres międzywojenny. Po występie w Czemiernikach nieopatrznie pozostawił swoją szopkę bez ochrony i już jej więcej nie zobaczył. Utrata szopki dużo go kosztowała, musiał potem sporządzić nową, ale nie była ona już tak okazała jak poprzednia. Pod koniec życia chodził już tylko sam, prezentując małą szopkę i grając na harmonii. Po raz ostatni wystąpił w roku 1940.   
    Drugą taką osobą był bez wątpienia Józef Pogorzelec, powojenny jarmarczny sprzedawca różnych drewnianych przedmiotów codziennego użytku, łyżek, widelców, tłuczków oraz zabawek. Krótki tekst jemu poświęcony przypomina tego twórcę, obecnie niemal zupełnie zapomnianego, a dawniej tak dobrze znanego z jarmarków i odpustów w Łęcznej, Puchaczowie, Łańcuchowie czy Piaskach. Z zabawek, które oferował dla dzieci, słynne były jego ptaszki na kółkach z ruchomymi skrzydełkami, malowane jaskrawymi farbami. W roku 1954 został uznany za twórcę ludowego w dziedzinie zabawkarstwa. To takie osoby jak Pogorzelec tworzyły świat kolorowych jarmarków, tak bardzo utrwa-lony w pamięci pokolenia, które przeżywało swoje dzieciństwo w latach pięć-dziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia.

Obrazki z życia codziennego

    Silną stronę niniejszej edycji stanowią szczegóły odzwierciedlające materialne warunki życia dawnej Łęcznej. Tak jak poprzednio, zamieszczone fotografie przejmują swoim realizmem. Nic tak nie obrazuje różnicy w warunkach życia między czasami powojennymi (w latach czterdziestych) a obecnymi, jak zdjęcie sklepu spożywczego Aleksandry Machel. Uważam, że jeśli prezentowany tom zechcą w jakikolwiek sposób wykorzystać na lekcjach historii nauczy-ciele szkół podstawowych czy średnich, to omawiając z młodzieżą warunki życia w PRL powinni koniecznie rozpocząć wspólną lekturę od tej właśnie fotografii. 
    Do galerii obrazków przedstawiających dawne życie małego miasteczka, jakim była Łęczna, bez wątpienia zaliczyć można też zdjęcia wnętrza piekarni Marcina Machla oraz ujęcie przedstawiające Józefa Rybczyńskiego, stojącego przy wozie konnym na miejscowym Rynku II. Zwracają w nim uwagę kałuże na nierównym bruku, a może i tylko ziemi, ugniatanej nie przez samochody, tylko przez wozy konne.
    Przekaz ikonograficzny dotyczący dawnego miasta uzupełniają fragmenty relacji złożonych autorom tej książki. Przybyła do miasteczka we wrześniu 1948 roku w wyniku nakazu pracy przedszkolanka Helena Toczko wspominała, że wyglądało ono na pierwszy rzut oka wręcz okropnie, ponieważ w oczy rzucały się zniszczone domy, ulice były wyboiste, a wszędzie panował brud. W pomieszczeniu przeznaczonym na przedszkole zastała tylko gołe ściany i widok ten tak ją przeraził, że natychmiast wyjechała z Łęcznej. Jednak wydany jej nakaz pracy obowiązywał nadal, więc musiała powrócić. I pracowała w mieście aż do emerytury, organizując przedszkole od podstaw, tworząc placówkę przyjazną dzieciom i rodzicom,  zaskarbiając sobie tym ich dozgonną wdzięczność. 

Emigracja zarobkowa
    Inny problem, który wyraźnie występuje w biogramach tego tomu, stanowi emigracja młodych mieszkańców miasta. Dawniej przypadki wyjazdu za granicę  mieszkańców miasta lub jego okolic zdarzały się wyjątkowo. Członkostwo Polski w Unii Europejskiej otworzyło granice i przyczyniło się do powstania zjawiska emigracji. Oczywiście przypadki opisane w tym tomie nie dają żadnych możliwości szacunków ilościowych występowania tego zjawiska w mieście, ale pozwalają dostrzec jego istnienie, a także formy, a nawet i przyczyny. W przypadku Diany Małyszek były to studia zagraniczne we Francji i Portugalii z zakresu ekonomii, po których podjęła pracę na uniwersytecie w Lizbonie. Tam wyszła za mąż za obywatela portugalskiego i założyła rodzinę. Z powodów ekonomicznych wyjechał do W. Brytanii kierowca-mechanik Jerzy Adamczewski. Zapewne z tych samych powodów emigrację w tym samym kraju wybrała absolwentka psychologii UMCS Magdalena Kłodzińska, córka Joanny i Wiktora Kłodzińskich. Oprócz emigracji stałej występowała, tak dawniej jak i teraz, emi-gracja okresowa, szczególnie do USA. Zjawisko to sygnalizuje biogram Franciszka Kasperka.

Ciekawostki sportowe
    Życiorys technika budowlanego B. Machla przynosi garść informacji o miejscowym sporcie. Łęcznianin ten był zapalonym piłkarzem i grał w drużynie LZS „Sokół” Łęczna. W tomie zacytowano fragment jego wspomnień, w którym relacjonował przygotowanie przez członków jego drużyny boiska na miejscu dawnego kortu na Podzamczu. Występował w niej także Stanisław Bąk, który, później grał w II-ligowym Motorze Lublin. Piłkarz ten nie zrobił wielkiej kariery w przeciwieństwie do syna Jacka (ur. 1973), który zasłynął nie tylko świetnymi warunkami fizycznymi (194 cm wzrostu), ale i skuteczną grą defensywną. Dzięki talentowi udało mu się osiągnąć w futbolu znaczące sukcesy. Po występach w Motorze Lublin, w którym zadebiutował w wieku 16 lat, grał w Lechu Poznań, Olympique Lyon, RC Lens, Al-Rajjan (Katar) oraz Austrii Wiedeń. Obecnie jest członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta, gdyż 96 razy reprezentował barwy naszego kraju i należy do piłkarzy o najdłuższym stażu reprezentacyjnym.

    Zachęcam czytelników do uważnej lektury trzeciego tomu „Łęcznian”. Znajdą tam mnóstwo informacji biograficznych o rodzinach znajomych i sąsiadów, poznają blaski i cienie życia w swoim mieście, dowiedzą się o procesach społecznych, które występowały dawniej lub zachodzą obecnie. Dzięki tej publikacji odkryją nieznane im miejsca, poznają życie zwykłych i niezwykłych ludzi i dowiedzą się o nieznanych im wydarzeniach. Życzę więc pożytecznej lektury.  
 

Zmieniony ( 02.01.2013. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Menu witryny

Idea
Aktualności
Galeria
Kwestionariusz osobowy
Łęcznianie - część I
Łęcznianie - część II
Łęcznianie - część III
Ratujmy od zapomnienia
Łęczna w fotografii
Kontakt
Wstęp

Szukaj

© 2018 Łęcznianie
Plama CK FIO
lecznianie